Refleksje po konferencji, czyli o odwadze, relacjach i sile, która drzemie w każdym z nas.
Ponad 100 młodych ludzi. Dwie godziny spotkania. I doświadczenie, które zostanie ze mną na długo.
22 października 2026 roku miałam przyjemność poprowadzić szkolenie dla młodzieży w ramach kursu wolontariatu organizowanego przez Fundację „Pomóż Im”.
Na sali zgromadzili się uczniowie od siódmej klasy szkoły podstawowej aż po szkoły ponadpodstawowe. Ponad 100 młodych ludzi, z których zdecydowanej większości wcześniej nie znałam.
Zostałam zaproszona jako coach, aby pomóc uczestnikom wzmocnić pewność siebie, lepiej zrozumieć własne emocje, nauczyć się stawiania granic i radzenia sobie w trudnych, stresujących sytuacjach, z którymi mogą zetknąć się podczas wolontariatu.
Ale dla mnie to spotkanie było czymś więcej niż szkoleniem.
Wszystko zaczyna się od relacji ze sobą
W pierwszej części rozmawialiśmy o tym, co uważam za fundament zdrowych relacji z innymi ludźmi – o relacji z samym sobą.
O tym, jak patrzymy na siebie. Jak do siebie mówimy. Jak traktujemy siebie wtedy, kiedy popełniamy błędy, doświadczamy odrzucenia albo coś nam nie wychodzi.
Rozmawialiśmy o poczuciu własnej wartości, wewnętrznym krytyku, odwadze, lęku przed oceną, empatii i stawianiu granic.
O tym, że nie musimy być doskonali, żeby być wartościowi. I że odwaga nie oznacza braku strachu, ale gotowość do działania pomimo niego.
Mówiliśmy również o drugim człowieku. O tym, że każdy nosi w sobie jakąś historię, której często nie znamy. Że za czyimś zachowaniem mogą kryć się trudne doświadczenia, zranienia czy zwyczajna bezradność.
I że warto uczyć się patrzeć głębiej, nie rezygnując przy tym z własnych granic.
Patrzyłam na tych młodych ludzi i widziałam ich zainteresowanie. Była już godzina 13.00, wielu miało za sobą lekcje, a jednak słuchali, reagowali, byli obecni.
To naprawdę budujące doświadczenie.
A potem wydarzyło się coś, czego się nie spodziewałam!
Druga część szkolenia miała charakter praktyczny. Przygotowałam scenki sytuacyjne, w których uczestnicy mieli zmierzyć się z wyzwaniami pojawiającymi się podczas zbiórek ulicznych: odmową, nieprzyjemnymi komentarzami, agresywną reakcją rozmówcy czy własnym stresem.
Przyznam szczerze, że miałam pewne obawy: Czy ktoś odważy się wyjść przed ponadstuosobową publiczność? Czy znajdą się chętni do odgrywania scenek przed zupełnie obcymi osobami?
Byłam nawet przygotowana na to, że do pomocy zaproszę nauczycieli i opiekunów. (Żartowałam zresztą na ten temat.)
A tymczasem...Już do pierwszej scenki zgłosiło się ponad 20 osób!
Nie mogłam uwierzyć!
A później? Chętnych nie brakowało. Młodzi ludzie niemal wyrywali się do kolejnych zadań!
Ale nie tylko ich odwaga zrobiła na mnie ogromne wrażenie.
Mądrość młodego pokolenia:
Najbardziej poruszyło mnie to, co działo się po każdej scence.
Wspólnie analizowaliśmy zachowania, reakcje, słowa i emocje.
I właśnie wtedy zobaczyłam, jak wiele ci młodzi ludzie potrafią dostrzec.
Jak trafnie rozpoznają problemy. Jak uważnie obserwują drugiego człowieka. Jak potrafią nazwać niewłaściwe zachowania, zaproponować inne rozwiązania i wyciągać wnioski.
Ich spostrzegawczość, dojrzałość i zaangażowanie naprawdę mnie zachwyciły.
Na co dzień pracuję z młodzieżą, więc wiem, jak ogromny potencjał w niej drzemie. A jednak to spotkanie po raz kolejny mi o tym przypomniało.
Pomyślałam wtedy:
"Jakie niezwykłe jest to młode pokolenie! Ile w nim odwagi, wrażliwości, mądrości i gotowości do działania!"
Trzeba tylko stworzyć przestrzeń, w której młodzi ludzie poczują się bezpiecznie, zostaną wysłuchani i otrzymają szansę, żeby pokazać, co naprawdę potrafią.
Najpiękniejsze są owoce: Po zakończeniu szkolenia otrzymałam wiele ciepłych słów od młodzieży, opiekunów i przedstawicieli fundacji.
Oczywiście, takie słowa cieszą.
Ale dla mnie najważniejsze było coś innego.
Poczucie, że te dwie godziny miały sens. Że być może ktoś spojrzał na siebie łagodniej. Ktoś inny odkrył w sobie odwagę, której wcześniej nie dostrzegał. A jeszcze ktoś zrozumiał, że ma prawo powiedzieć „nie”, postawić granicę i zadbać o siebie.
Bo właśnie tego tak bardzo potrzebujemy – niezależnie od wieku.
Dobrej, zdrowej relacji z samym sobą.
Takiej, w której potrafimy cieszyć się ze swoich sukcesów, ale też przyjąć siebie wtedy, kiedy coś nam nie wychodzi.
W której nie jesteśmy dla siebie bezlitosnym krytykiem, ale przyjacielem.
W której umiemy siebie wesprzeć, obronić, a czasem po prostu symbolicznie przytulić i powiedzieć:
„Nie udało się? Trudno. To nie odbiera Ci wartości. Spróbujesz jeszcze raz. Jestem po Twojej stronie”.
Bo przecież relacja z samym sobą to jedyna relacja, która towarzyszy nam przez całe życie.
I warto zadbać o to, żeby była dobra.
Wracam myślami do tego spotkania z ogromną wdzięcznością. Za odwagę młodych ludzi. Za ich otwartość. Za ich mądrość. Za przypomnienie mi, dlaczego tak bardzo kocham to, co robię.
I z jeszcze mocniejszym przekonaniem, że młody człowiek nie potrzebuje kolejnej etykiety ani kolejnego krytyka.
Potrzebuje kogoś, kto dostrzeże w nim więcej, niż on sam potrafi dzisiaj zobaczyć.
A czasem właśnie od tego zaczyna się wielka zmiana.
(Joanna Carewicz)